05/20/2012

Brak perspektyw

Filed under: rysunki — antybohater @ 11:11

ja na wakacjach
(kliknij na obrazek, żeby powiększyć)
Adelka Cośtamgówno, Śmierć śmierć śmierć, nuda nuda nuda, brak perspektyw, moje życie to koszmar, tak właśnie to wygląda, przepływam między palcami wzruszam ramionami, tak właśnie to wygląda, let the only sound be the overflow, tablet, 31,33 x 47,03 cm, 2012, Warszawa

05/15/2012

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o lajkach, ale baliście się zapytać 2

Filed under: teksty — antybohater @ 11:11

1. Za co dostaniesz dużo lajków

a) Za zmianę statusu związku na zaręczony. Jesli natomiast planujesz umrzeć w samotności otoczonay przez koty, jak ja na przykład, to wystarczy teoretyzować. Gdybym miała chłopaka od lat dwóch i gdyby ten chłopak dał mi pierścionek, to ja bym się zgodziła i była zaręczona, a wieczorem poszłabym z nim do kina (zaznacz na mapie). 50 tysięcy lajków. Nie no, przesadzam, ale myślę, że z trzy na pewno. Swoją drogą, to ciekawe, że ludzie cieszą się cudzym szczęściem.

b) Za urodzenie dziecka. Jeśli należysz do osób cierpliwych, to wystarczy poczekać dziewięć miesięcy i lajki gwarantowane. Możesz polecieć na fali i umieszczać zdjęcia na bieżąco. Postaraj się wtedy mieć na to jakiś pomysł, ludzie lubią pomysły. Na przykład niech twoje dziecko zawsze trzyma w prawej dłoni łyżkę. Będziesz dostawać przy okazji komentarze typu O, a tu twój bobas znowu z łyżką!! Szalona!!! :))) i mnóstwo, mnóstwo lajków. A pomyśl co się statnie jak dasz raz dziecku łyżkę do lewej dłoni!!! (!!!)

I w tym przypadku nie wiem jaki inni mają w tym interes, że rodzisz, ale to naprawdę działa.

Dotychczasowe wnioski: Bezpłodni single nie dostają lajków.

Ale i dla nich jest nadzieja.

2. Za co dostaniesz dużo lajków jeśli jesteś bezpłodnym singlem

a) Za komentowanie na bieżąco rzeczywistości poprzez rysunek, zdjęcie, video bądź link do adekwatnego artykułu, ewentualnie poprzez cytat (dobrze wygląda z podpisem; nazwisko można sobie wymyśleć i tak nikt tego nie sprawdzi, jeśli to nie jest jakieś cośtam). Jeśli twoje myśli nie są zbiorem frazesów możesz też spróbować po prostu napisać status. Kilka ciepłych słów na temat piosenki Gotey, kilka ciepłych słów o Hitlerze, kilka ciepłych słów o papieżu (tym prawdziwym, który nie żyje [*]). Oczywiście, znajdą się tacy którym się nie spodoba, że kolejna osoba mówi na jakiś temat, ale zdecydowana większość będzie komentować ten kawałek rzeczywistości razem z tobą. Przygotuj się na to, że zdania będą podzielone. Na przykład udostępniasz piosenkę promującą jakiś znany polski zespół, który na dniach wyda płytę. Możesz się spodziewać bardzo różnych opinii. Od Czekałem na to całe życie po Kiedyś to było to, ale teraz to nie jest to i już raczej nie będzie to, bo chodzi o to żeby było coś w tym. W przypadku gdy udostępniasz coś cudem wygrzebanego z głębin internetu, to nawet jeśli jest to całkiem spoko, nie licz na dużo lajków. Potencjalny słuchacz musi się zastanowić czy mu się coś podoba (musi mieć w ogóle dobry powód do kliknięcia), a to wymaga czasu, więc nawet jeśli go przekonasz dostaniesz lajka po latach. Zdecydowanie polecam komentowanie aktualnych wydarzeń poprzez komiks. Po pierwsze wcale nie trzeba umieć rysować, po drugie wcale nie trzeba być zabawnym – wystarczy spisywać wszystko co się usłyszy albo cokolwiek się powiedziało, a po trzecie, najważniejsze, czyni cię to od razu artystą. To przecież wspaniałe uczucie móc się pod czymś podpisać. Procesem zmniejszającym analfabetyzm jest alfabetyzacja.

b) Zdarzyło ci się pewnie widzieć u kogoś jakieś statusy, których nie rozumiesz. Są to tak zwane statusy hermetyczne. Na Facebooku możesz na przykład powiedzieć, że go nienawidzisz zaczynając od słów: Nienawidzę ludzi, którzy (tu wstaw co) TAK MÓWIĘ O TOBIE TY CHUJU BURY. Duża część czytelników tablicy zdziwi się i nie skomentuje ani nawet nie zlajkuje twojej wypowiedzi. Wiesz jak zrobić żeby zlajkowali? Powiedzieć im o co chodzi. Utrzymuj dobre kontakty ze swoimi znajomymi, słuchaj ich i opowiadaj co u ciebie słychać. Ja z reguły nie daję lajków zdjęciom dzieci, ale znając ich matki i ojców już niejednokrotnie się nad tym zastanawiałam. Tak silna to broń.

c) Reguła wzajemności. Nie przepadam za nią, chcąc nie chcąc ludzie sią jej poddają i myślą, że jak poczęstują mnie papierosem, to ja ich też kiedyś poczestuję. Bez sensu. W każdym razie no właśnie: reguła wzajemności działa, na Facebooku trochę słabiej, ale jednak.

3. Za co, wbrew pozorom, nie dostaniesz dużo lajków

Za zdjęcia. A dokładnie mówiąc za zdjęcia swojej twarzy w ogromnych ilościach. Buzia bardzo piękna, ale nie w setkach sztuk. Dawaj po jednym, dwóch, góra trzech raz na jakiś czas. Jak masz album z 50 zdjęciami siebie twoi znajomi nawet jeśli by chcieli nie mają już siły lajkować. Klikanie nie jest łatwe, trzeba wcelować, przycisnąć, duża praca palców. Umiar to bardzo dobra rzecz i cieszy się powodzeniem w wielu sprawach. Spróbuj wyczuć tę cienką granicę kiedy ktoś ma już dość i trzeba przestać.

Wyjątkiem mogą być zdjęcia z urlopu. Chyba, że będzie tam milion krajobrazów i kiepskich zdjęć architektury. Nie wiem dlaczego, ale ludzie chcą patrzeć na ciebie.

Podsumowując: postaraj się, żeby każde zdjęcie w twoim albumie było wyjątkowe. Niech wejście na twój profil będzie dla każdego niezapomnianą przygodą pełną niespodzianek i refleksji.

3. Zastanów się, czy aby na pewno jest ci to potrzebne

To trochę tak jakbyś szedł do kiosku po papierosy – po drodze uśmiecha się do ciebie 37 osób, a pod samym kioskiem kilka cię chwali za wybór. Po co ci to. Wyobraź sobie siebie w grobie, taka metydacja jest, lajki stają się nieważne, memento mori, amigo. Wspomnicie moje słowa: nie ma podziału na świat wirtualny i rzeczywisty, to jakaś bzdura, lajki to głaski (na uczelniach pedagogicznych lubią mówić o głaskach głaski) i dlatego tak łatwo się uzależnić od Facebooka (łatwo się też oduzależnić, bo chodzi o głaski, a nie o samego Facebooka, a je można zdobywać na różne sposoby), a relacje są różne niezależnie od miejsca. Jedyna różnica jest taka, że w relacjach w internecie występuje najpierw intymność, a potem tożsamość. Jeśli to się nie przekłada na pieniądze ani na promowanie jakieś sprawy, to 10 tysięcy lajków ma taką samą wartość co 10. Po 100, a może nawet po 50, nie zwraca się już na nie uwagi. Od pewnego momentu tracą na wartości. To tak jak z mówieniem koplementów: jeśli ciągle słyszysz, że masz fajny nos, to kolejna osoba, która powie ci, że masz fajny nos nie zrobi na tobie wrażenia. Ale jeśli powie ci, że masz fajne policzki zapamiętasz to na długo. A lajki są wszystkie takie same, nie możesz nadać charakteru swojemu lajkowi, może jedynie poprzez swoją osobę (patrz punkt dwa b) bądź poprzez konsekwencje (patrz też tam gdzie pisałam o umiarze).

Oczywiście, wszystko zależy. Ja na przykład od wielu lat kogoś szukam, a ta strona to jeden ze sposobów na znalezienie tego kogoś. (Nie żeby ktoś się zgubił. Domyślam się, że nic o tym nie wie.) I nie chcę przez przypadek w natłoku lajków ominąć tej osoby. Ale nie chcę też przegapić szansy na spotkanie jej więc potrzebuję nowych lajków (tutaj: osób).

To bardzo ciekawe, że ktoś to czyta.

05/10/2012

To Nie My

Filed under: rysunki — antybohater @ 03:33

Adelka Cośtamgówno, To Nie My, tablet, 20 x 27 cm, Warszawa, 2012

Dla Ewy Ratkowskiej i Piotra Czerskiego.

05/05/2012

Z cyklu „Zdania, które chyba jednak muszę skasować ze swojej pracy magisterskiej”

Filed under: mgr ziom — antybohater @ 11:11

mgr
(kliknij na obrazek, żeby powiększyć)

05/01/2012

Smoleńsk. Jeszcze jedna teoria.

Filed under: filmy — antybohater @ 11:11

04/30/2012

Jak/tak wygląda prawdziwy spam (3)

Filed under: teksty — antybohater @ 11:11

Poniższe punkty to zasady Dogmy 33. Dogma to taki długi pies z m i a, a 33 to 33.

Naczelna zasada: Nie pisz po to, żeby było napisane, ale dla samej czynności pisania.

1. Napisany tekst po 33 godzinach należy skasować/zniszczyć.

2. Napisany tekst można podpisywać tylko wymyślonym nazwiskiem, zawsze innym. Ma to zapobiec kaleczenia ego.

3. O pisaniu powinno się myśleć, że to gówno. Albo coś tam.

5. Zakazane cyfry i zdania

a) Jeśli chodzi o cyfry to ta po 33 i ta po 3.

b) Ze zdań to przede wszystkim:

- Incepcja to bardzo dobry film.
- Jedzenie krów jest super.

Oraz wszystkie, które zawierają więcej niż cztery grube, grantowe słowa.

6.  Jak jest ładna pogoda nie powinno się oglądać filmów, bo słońce świeci w monitor.

7.  Siódmy punkt jest dobry, bo jest siódmy. Z innego powodu siódmy punkt nie może być dobry.

a) Nie mam czasu grać w gry psychologiczne, więc proszę pozwól mi po prostu od Ciebie odejść.

b) Z kolei gry planszowe napawają mnie nudą.

c) Pierwsze zdanie ma być do konkretnej osoby, bo inaczej nic nie znaczy. Nad ostatnim zdaniem myśl co najmniej trzy dni.

d)  Naprawdę są kraje w których rosną na drzewach pomarańcze.

04/25/2012

Reklama track111

Filed under: reklama — antybohater @ 11:11

wzs

wzs

04/20/2012

Jak być sobą? (3)

Filed under: teksty — antybohater @ 11:11

Na samym początku jestem z kilkoma osobami, to są moi znajomymi, wiem, bo znajdują się na liście moich znajomych. Więc jestem tam, ale to przecież nie jestem ja. To co mówię, nie mówię dlatego, że chcę to powiedzieć. Wszystko w porządku, czasem tylko powtarzam jakiś dźwięk. W ogóle nie czuję się na miejscu, a oni są tacy dalecy, są w innych ciałach, każdy wygląda inaczej, ma inną twarz (to akurat bardzo dużo ułatwia). Nie powiem o nich nic złego, nie powiem w ogóle nic, bo ostatnio nie mogę znaleźć słów, które wyrażałaby to co myślę. Czasami zastanawiam się długo nad jakimś zdaniem i w końcu dochodzę do wniosku, że nie przekazuje ono tego co chciałabym naprawdę przekazać. Mam jednak przeczucie, mimo że chciałam zrezygnować już kilka razy i mimo tego, że coraz bardziej czuję, że rezygnacja nie rezygnuje i jest mi bliższa każdego dnia, to mam jednak nadzieję, że dobre zdania gdzieś są i znajdę je jeśli będę szukać odpowiednio długo, jeśli naprawdę się temu poświęcę. Cóż, mogę zamknąć oczy i starać się słuchać albo mogę też je otworzyć i przyglądać się twarzom. Choć przyznam szczerze, z reguły nic nie widzę, patrzę, ale moje oczy ganiają za myślami. Nawet nie zdążyłam się tobie dobrze przyjrzeć, a ty odeszłaś.

Przyglądałam się morzu bardzo długo. Bo jeśli jest jakaś odpowiedź, to przecież nie we mnie, ale w czymś większym niż ja, w nim właśnie. I czasami widziałam je naprawdę. Idąc w stronę morza, widząc je z daleka, takiego widoku…, cóż, ten widok, hm, to działa na całe ciało, wyłącza, pauzuje mnie. A kiedy podchodzę bliżej, to lepsze od wszystkich narkotyków, które brałam, od wszystkich leków. Nic nie trzeba robić, to dzieje się cały czas, w kółko, fale przypływają i odpływają, załamują się, są w słońcu, odbijają światło, fale odkrywają brzeg, zakrywają brzeg, pędzą, dobijają do niego, cofają się. Nie mogę przestać patrzeć, nie chcę. Woda jest granatowa, woda jest niebieska, woda jest zielona, woda jest przezroczysta, nie muszę powtarzać dźwięku wody, niebo jest niebieskie, tu jest wszędzie wszystko. A tam stoi dziewczyna i rzuca psu patyk, on biegane, nurkuje, przybiega, i tak jeszcze raz, jeszcze raz, to trwa i trwa, to najszczęśliwszy pies na świecie. Wszystkie zwierzęta powinny być tak szczęśliwe. Może nawet ludzie powinni być szczęśliwi, skoro mają to co tutaj jest, czemu nie. Życie jest proste, wystarczy patrzeć w niebo, to się nigdy nie nudzi. Czy słyszeliście kiedyś o kimś kto powiedział, że znudziło mu się patrzenie na chmury? To niemożliwe. Niebo to najlepsze co nam się przytrafiło.

Idę, można to liczyć w kilometrach, noga za nogą. To miłe uczucie, bo mam niebieską bluzę, mam obojczyki, jestem chudym człowiekiem, to nie problem nieść tak lekkiego człowieka, idę trochę zapominając o tym, że miałam szukać słów w każdym kawałku plaży. Chyba ich tu nie ma, chyba to nie te, czasem zatrzymuję sie żeby spojrzeć uważniej na morze, chyba nie ma tu tych zdań, to chyba nie te, jest mnóstwo wszystkiego, ale zupełnie nie ma to nic wspólnego ze zdaniami, przychodzą mi jakieś do głowy, ale to wszystko nie to. Ja chcę powiedzieć coś więcej, czuję, że potrafię lepiej to ująć, musi być coś więcej. Jest coraz ciemniej i coraz zimniej, a ja jestem w miejscu gdzie nie ma już śladów ludzi i zwierząt. Siadam, zakładam ręce, trzymam mocno rękawy, chowam dłonie pomiędzy kolana. Trzęsę się, jestem zmęczona i głodna, i zasmarkana, mam czerwone uszy i nos, zaciśnięte oczy, pomarszczone czoło. W ogóle nie dbam o siebie.

Proszę, niech ktoś przyjdzie i zabierze mnie do domu.

04/15/2012

Wszystko co chcielibyście wiedzieć o internecie, ale baliście się zapytać

Filed under: teksty — antybohater @ 00:33

Drzwi od windy już miały się zamknąć, gdy usłyszałem, że ktoś wchodzi po schodach. Przytrzymałem je. Po chwili dołączył do mnie mężczyzna w średnim wieku w czarnym kapeluszu i płaszczu oraz ciemnych okularach. Być może by mnie to zdziwiło lub bym się przestraszył kogoś w tak nietypowym stroju, ale niedawno kilka razy widziałem go z moim dobrym znajomym z ósmego. Uśmiechnął się w podziękowaniu za zaczekanie i nacisnął przycisk przy jedynce. Gdybym mieszkał na pierwszym, a nie na siódmym, chodziłbym po schodach. Powiedziałem mu to. Nie chciałem go urazić, chciałem tylko żeby wiedział co myślę. Byłem pewny, że tego nie skomentuje, droga nie była zbyt długa, winda zatrzymała się. Wyszedł, jednak chyba nie zamierzał pozwolić mi jechać dalej. Patrzyłem na niego pytającym wzrokiem stojąc bezradnie w małej windzie. Po dłuższej chwili przyglądania mi się wskazał ręką na środkowe drzwi. Nie charakteryzowały się niczym szczególnym, był na nich tylko złoty napis – imię na nazwisko.
- Mamy wspólnego znajomego – zaczął, a ja pokiwałem głową, żeby potwierdzić, ale chyba nie zwrócił na to uwagi – zapraszam.
Cóż, pomyślałem, że czemu nie – przecież mamy wspólnego znajomego. Świat jest mały, czy chcę czy nie prędzej czy później i tak się gdzieś spotkamy. Poza tym w takiej sytuacji ciężko odmówić. Nie będę udawał, że go nie widzę stojąc z nim twarzą w twarz.

Jego mieszkanie było zamknięte tylko na klamkę. W tych czasach to spore ryzyko. Gdy mu o tym powiedziałem, nie wyglądał na szczególnie przejętego. Wzruszył ramionami odpowiadając, że nie ma tam nic ważnego. Nie chciało mi się z nim dyskutować, to nie moja sprawa.
Gdy weszliśmy do środka zdjął kapelusz, płaszcz i okulary, więc mogłem przyjrzeć się jego twarzy. Nie był zbyt atrakcyjny, podobnie jak – szybko rozejrzałem się po mieszkaniu – miejsce w którym żył. Na ścianach wisiało bardzo dużo zdjęć z podróży, z imprez, z rodziną, ze znajomymi itd., nie były jednak one szczególnie dobre ani ciekawe, nic na czym mógłbym zatrzymać się na dłuższy moment. Jego kolekcja filmów i płyt również nie zachwycała. Czarny łabędź, Incepcja, kilka polskich starszych tytułów i oczywiście Fight Club, chociaż nie podejrzewam, żeby w ogóle go oglądał. Na muzykę nawet nie chciało mi się patrzeć. Tak, z pewnością nie był to człowiek z którym będę chciał się zaprzyjaźnić, nie jest łatwo o takich, ale nadrabiał zainteresowaniem moją osobą. Mówił, że dużo o mnie słyszał, że widział mnie już kilka razy wcześniej i od dawna chciał poznać. Zadawał wiele pytań, śmiał się z moich żartów, co chwilę coś proponował. Polubiłem go. Raz czy dwa.
Ponieważ ciągle odmawiałem brania udziału w grach, które przynosił, zrobiło mi się w końcu głupio i zgodziłem się obejrzeć zdjęcia, które miał w salonie. Kazał mi usiąść i zaczekać, a po chwili przyszedł ze stertą gazet. Wziąłem do ręki jedną, drugą, piątą.
- Człowieku, to stare gazety.
- No to co? Ja nie wszystkie widziałem.
- Ale większość ludzi widziała je – rzuciłem oko na datę w rogu i sam byłem zaskoczony – w 1999 roku!
W tym momencie podeszła do nas jakaś jego koleżanka. Miała śliczny uśmiech. Spojrzała na zdjęcie kota znajdujące się w gazecie, którą właśnie krytykując trzymałem na kolanach i powiedziała coś w nieznanym mi języku.
- Mówi, że słodki kotek – zaczął tłumaczyć mój nowy kolega – jest Francuzką, poznałem ją na Erazmusie jak byłem we Francji. Mam masę zdjęć z Francji. I z Paryża.
- Wiem przecież – odparłem oburzony i uśmiechnąłem się tylko do niej, ponieważ nie potrafiłem powiedzieć w tym języku ani słowa. Odwzajemniła uśmiech i zawołała koleżanki. Dzięki Bogu zaczęły mówić po angielsku więc mogłem dołączyć do rozmowy. Bardzo podobało im się zdjęcie kotka, które ciągle leżało na moich nogach. Cóż, jestem jedynym, znaczy najprzystojniejszym, mężczyzną w tym gronie, możemy rozmawiać o zwierzątkach. Znam mnóstwo zabawnych zdjęć ze zwierzętami w roli głównej, muszę tylko poszukać w tych starych gazetach. Potem przypomniało mi się, że u siebie mam takie, których na pewno nie widziały, ale zanim zaproponowałem im przejażdżkę windą na siódme, przyszedł jakiś góra osiemnastoletni idiota i powiedział, że koty są beznadziejnie głupie i że nie rozumie po co ludzie ciągle oglądają zdjęcia kotów. No i koniec zabawy. Dziewczyny powiedziały, że sam jest głupi i sobie poszły. Westchnąłem smutno, przecież nie będę za nimi biec. Wyrwałem stronę ze zdjęciem kotka i schowałem do kieszeni. Może się jeszcze kiedyś przydać. Zauważyłem, że ten wstrętny koleś ciągle tu stoi. Tak to jest kiedy nie zamyka się drzwi. Już miałem odejść, gdy zaczął do mnie mówić. Nie chciałem go słuchać, ale słuchałem.
- Jest tu pełno reklam po to, żeby utrzymać miejsce w którym mogłyby znajdować się reklamy – wyjął z kieszeni jakieś zdjęcie i mi pokazał, nie chciałem patrzeć, ale spojrzałem – uważam, że Polska powinna zostać zniszczona – zakończył i patrzył na mnie czekając aż go pochwalę za ciekawe przemyślenia albo nie wiem. Ja jednak miałem pewną zasadę: nie dyskutować na imprezach z obcymi ludźmi.
- Hola hola – przyszedł kolejny, tym razem jakiś patriota. Wymienili się kilkoma zdaniami, nie doszli do żadnych wniosków, na koniec wyzwali się od durni. Tęskniłem za rozmowami o kotach, za żartami z tego jak myją łapki.

Zbliżał się wieczór i ludzi było coraz więcej. Ja i mój znajomy z ósmego, którego spotkałem niedługo po tym jak postanowiłem przestać się przysłuchiwać rozmowie o Polsce, postanowiliśmy przenieść się do koleżanki na dziewiątym.  W czasie gdy czekaliśmy na windę pokazałem mu zdjęcie kotka, które trzymałem w kieszeni. Spojrzał na nie nie okazując żadnych emocji.
- To stare.
- Wiem, że stare, ale chciałem Ci pokazać – tłumaczyłem pogarszając sytuację.
Wzruszył ramionami tym samym kończąc rozmowę. Wiem, że ma zwyczaj przeglądania wszystkich najnowszych gazet gdy tylko pojawią się w kiosku, ale na Boga, nie można przecież znać wszystkiego! Od dawna mnie denerwował. Z drugiej strony oszczędzał mój czas przeglądając je i mówiąc co jest warte przeczytania lub obejrzenia. Po części dzięki niemu miałem u siebie zdjęcia kotów, które podobają się wszystkim dziewczynom.

Mieszkanie naszej koleżanki różniło się od tego w którym byliśmy przed chwilą. Żadnych plakatów, żadnej kolekcji filmów – przynajmniej nie stojącej na wierzchu – może kilka pojedynczych zdjęć, ale w gruncie rzeczy nie było wiele na nich widać. Ona sama również kryła się pod wielką bluzą, która prawie w całości zasłaniała jej drobne ciało.
Znamy się już od jakiegoś czasu, ale w zasadzie niewiele o niej wiem. Odkąd pierwszy raz u niej byłem minimalistyczny desing stworzonej przez nią przestrzeni wzbudzał moje zainteresowanie. Dlatego dziś, gdy trafiła się okazja i zostałem sam w pokoju, postanowiłem zajrzeć w kilka miejsc, do kilku szafek. Większość była zamknięta na klucz. Miałem pewne umiejętności pozwalające mi łamać proste zamki, ale czasu zbyt mało, żeby przejrzeć wszystko. Zdecydowałem się na pierwszą z brzegu szufladę. Po kilku minutach już mogłem zajrzeć do środka. Cóż, skromna dziewczyna – swoje rysunki trzymała pod kluczem – a pod rysunkami kilka nielegalnych substancji. Wtedy właśnie weszła do pokoju, była wyraźnie zdziwiona, że otworzyłem szufladę. Było mi wstyd więc powiedziałem:
- Nie możesz tego trzymać. To nielegalne.
- Podobnie jak zaglądanie do prywatnych szafek.
Myślę nad odpowiedzią. Mam:
- Ale takie są zasady.
- Zasady są dla idiotów, mądrzy ludzie ich nie potrzebują.
- Większość to idioci.
- Stali się nimi, bo powstało za dużo zasad.
Nasz kolega, który od jakiegoś czasu przysłuchiwał się tej rozmowie powiedział, że idzie na obiad. Spojrzał znacząco na mnie. Pożegnałem się i wyszliśmy.

Z pierwszego na dziewiąte, z dziewiątego na ósme, a przecież miałem tylko na chwilę zboczyć z trasy. Zbyt często bezmyślnie klikam na te wszystkie piętra. Zmęczony czekałem na windę myśląc tylko o powrocie do domu gdy zaczepiła mnie jakaś dziewczyna.
- Na które?
Przez chwilę zastanawiałem się o co jej chodzi.
- Na siódme.
- Przecież jesteś na ósmym, nie możesz zejść po schodach?
Wzruszyłem ramionami.
- Kiedyś winda się popsuje i co zrobisz?
- Co za głupie pytanie. Wtedy pójdę po schodach.
- Kiedyś nie było wind.
- Eh. Ale teraz są. I są też ciągle schody. Ty sobie chodź po schodach, a ja sobie będę jeździł windą – powiedziałem. Swoją drogą, uważam, że było to bardzo mądre. Chyba już ze zmęczenia kontynuowałem swoje przemyślenia – Niedługo budynki będą coraz wyższe i co Ty wtedy zrobisz? Nadal będziesz chodzić po schodach? Budynki będą wyższe, windy szybsze, w kilka sekund będziemy mogli być nawet na trzydziestym piętrze, może nawet na czterdziestym – chciałem wymyślić jakieś duże liczby, żeby zrobić na niej wrażenie – już za kilka lat będziemy mogli pojechać właściwie wszędzie i to w każdej chwili.
- W górę albo w dół.
Być może bym to jakoś skomentował, ale nie pozwoliłam mi dojść do głosu. Podeszła i podała mi jedną słuchawkę, która przed chwilą wisiała jej na ramieniu.
- Posłuchaj, fajne.
Wziąłem słuchawkę i niezbyt głęboko wsadziłem ją do ucha. Poznałem od razu tę piosenkę. Gotye feat. Kimbra.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Nie wiedziałem czy przypadkiem nie stroi sobie ze mnie żartów. O tej godzinie bez sensu czekać na windę, zresztą miałem już tego dość, zszedłem schodami.

Przeglądałem zdjęcia kotów, które chciałem pokazać dziewczynom. Kurcze, co za szkoda, że nie miałem ich wtedy pod ręką, ale może jutro zdarzy się jakaś okazja, żeby je pokazać. Zostawiłem je na wierzchu, żeby potem zbyt długo nie szukać.
Miałem się już kłaść spać, gdy usłyszałem jak ktoś puka do drzwi. O tej godzinie? Otworzyłem niechętnie.
- Dzień dobry, nie ma pan nazwiska na drzwiach.
- Kim pan jest?
- Tymon z administracji. Ktoś zgłosił, że nie ma pan podanego nazwiska na drzwiach. Musi mieć pan nazwisko, żeby ludzie w pańskim otoczeniu czuli się bezpiecznie, wiedzieli kim pan jest.
- Wiedzą. Niech pan spyta kogo chce.
- Przykro mi, jeśli nie umieści pan nazwiska na drzwiach będziemy zmuszeni pana eksmitować.
- Inni też nie mają nazwiska – chciałem podać przykład koleżanki z dziewiątego, ale powstrzymałem się.
- Przykro mi.
Oczywiście nie umieściłem prawdziwego nazwiska tam gdzie mnie prosili więc wyrzucili mnie tak jak stoję nie pozwalając nawet wziąć swoich rzeczy. W zasadzie dobrze, trochę świeżego powietrza. Siedziałem na krawężniku naprzeciwko śmietnika. Leżała tam sterta gazet, zdjęć, plakatów. Przynajmniej już wiem skąd on to wszystko bierze. Miałem chęć opowiedzieć komuś o tej absurdalnej sytuacji, ale przecież wszyscy byli w środku. Trochę mi żal, ale nie potrzebuję tego wszystkiego, to nie jest mi potrzebne, porobię co innego. No trudno, no trudno. Odpocznę trochę i znajdę sobie nowe mieszkanie, urządzę się na nowo. Przecież to jest i zawsze będzie darmowe.

04/12/2012

Moja korespondencja z profesorem

Filed under: korespondencja — antybohater @ 00:33

Dzień dobry,

czy mogłabym jutro nie przyjść na zajęcia? Tak się składa, że mam dość dobry nastrój, a on zawsze tak szybko odchodzi. Chciałabym wykorzystać go do realizacji swoich planów, pomysłów, a także żeby spotkać się z niektórymi osobami. Boję się, że lada moment znowu znajdę się na samym dnie, a to nie jest dobre miejsce do życia. Nie sięga tam słońce, jest ciemno, tak ciemno, że nawet jeśli ktoś wyciąga dłoń, żeby mnie stamtąd wyciągnąć, to jej nie widać. Jest tam tak cicho, nic nie słychać (nikt nic nie mówi?) i ja także nie mogę wydobyć z siebie słowa. Nic dziwnego, przecież we mnie jest tylko pustka, więc po co ciągle w siebie zaglądam? Proszę Pana, tam każda nieżyczliwa uwaga jest jak grad kamieni, właściwie ciężko rozróżnić ją od tej życzliwej, w ogóle nie mają barw ani smaku, są po prostu czymś co na mnie spada, co boli – bo tak zostało postanowione odgórnie. Myślę, że głaskanie też mogłabym odebrać jak cios, ale nie wiem, nikt tam nie głaszcze, nikt nie sięga tak głęboko, boją się, nie chcą, nie wiedzą jak. Może gdybym była odrobinę bliżej. Ale nie mam pretensji, oni siedzą we własnych dołach, ciężko przez te grube ściany zlokalizować czy wyżej czy niżej. To co chcą przekazać zamienia się w formułki i frazesy, najważniejsze myśli giną gdzieś po drodze, a ułamki sekund zrozumienia ledwo sumują się w pół minuty, a to za mało żeby zrozumieć kim naprawdę są i co przeżywają.

Proszę o ten wolny dzień zanim znów stracę wiarę, że coś potrafię, zanim znowu zapomnę jak pragnąć i jak kochać, jak – właśnie – prosić o więcej czasu, a nie błagać o mniej.

Pozdrawiam

A.

—————

Dzień dobry studentko,

sprawdziłem Twoje nieobecności. Niestety, masz już dwie wykorzystane, a umawialiśmy się na początku roku na taki właśnie limit. Domyślam się, że zależy Ci na zaliczeniu przedmiotu dwa miesiące przed obroną pracy magisterskiej i pojawisz się na zajęciach. Przejedziesz przez całą Warszawę w największym korku stojąc pół godziny na ulicy, która od lat jest wymieniana jako najbardziej nieprzejezdna w Polsce w okolicach ósmej rano, a potem usiądziesz w ławce (jak chcesz możesz z przodu – żeby nie widzieć reszty grupy) i spędzisz cztery godziny słuchając mojego oczywistego wykładu, chcąc nie chcąc wyłapując moje wszystkie błędy językowe,  i słuchając nieśmiesznych żartów swoich kolegów, kolegów którzy prawdopodobnie są osobami mówiącymi najbrzydziej na świecie. Potem spędzisz kolejną godzinę w autobusie, a gdy wreszcie dojedziesz do domu jedyną myślą, która przyjdzie Ci do głowy będzie to, że zmarnowałaś cały dzień. Ale kto wie, może się czegoś nauczysz? Ha ha, żartuję :-) Nie nauczysz się niczego, ten trud nie będzie miał żadnej wartości. Cóż, takie jest życie. Nieudane.

Pozdrawiam

Pan Profesor

PS Nie sądzisz, że metafora z dnem jest trochę oklepana?

Starsze wpisy »

Theme: Silver is the New Black. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.