04/12/2012

Moja korespondencja z profesorem

Filed under: korespondencja — antybohater @ 00:33

Dzień dobry,

czy mogłabym jutro nie przyjść na zajęcia? Tak się składa, że mam dość dobry nastrój, a on zawsze tak szybko odchodzi. Chciałabym wykorzystać go do realizacji swoich planów, pomysłów, a także żeby spotkać się z niektórymi osobami. Boję się, że lada moment znowu znajdę się na samym dnie, a to nie jest dobre miejsce do życia. Nie sięga tam słońce, jest ciemno, tak ciemno, że nawet jeśli ktoś wyciąga dłoń, żeby mnie stamtąd wyciągnąć, to jej nie widać. Jest tam tak cicho, nic nie słychać (nikt nic nie mówi?) i ja także nie mogę wydobyć z siebie słowa. Nic dziwnego, przecież we mnie jest tylko pustka, więc po co ciągle w siebie zaglądam? Proszę Pana, tam każda nieżyczliwa uwaga jest jak grad kamieni, właściwie ciężko rozróżnić ją od tej życzliwej, w ogóle nie mają barw ani smaku, są po prostu czymś co na mnie spada, co boli – bo tak zostało postanowione odgórnie. Myślę, że głaskanie też mogłabym odebrać jak cios, ale nie wiem, nikt tam nie głaszcze, nikt nie sięga tak głęboko, boją się, nie chcą, nie wiedzą jak. Może gdybym była odrobinę bliżej. Ale nie mam pretensji, oni siedzą we własnych dołach, ciężko przez te grube ściany zlokalizować czy wyżej czy niżej. To co chcą przekazać zamienia się w formułki i frazesy, najważniejsze myśli giną gdzieś po drodze, a ułamki sekund zrozumienia ledwo sumują się w pół minuty, a to za mało żeby zrozumieć kim naprawdę są i co przeżywają.

Proszę o ten wolny dzień zanim znów stracę wiarę, że coś potrafię, zanim znowu zapomnę jak pragnąć i jak kochać, jak – właśnie – prosić o więcej czasu, a nie błagać o mniej.

Pozdrawiam

A.

—————

Dzień dobry studentko,

sprawdziłem Twoje nieobecności. Niestety, masz już dwie wykorzystane, a umawialiśmy się na początku roku na taki właśnie limit. Domyślam się, że zależy Ci na zaliczeniu przedmiotu dwa miesiące przed obroną pracy magisterskiej i pojawisz się na zajęciach. Przejedziesz przez całą Warszawę w największym korku stojąc pół godziny na ulicy, która od lat jest wymieniana jako najbardziej nieprzejezdna w Polsce w okolicach ósmej rano, a potem usiądziesz w ławce (jak chcesz możesz z przodu – żeby nie widzieć reszty grupy) i spędzisz cztery godziny słuchając mojego oczywistego wykładu, chcąc nie chcąc wyłapując moje wszystkie błędy językowe,  i słuchając nieśmiesznych żartów swoich kolegów, kolegów którzy prawdopodobnie są osobami mówiącymi najbrzydziej na świecie. Potem spędzisz kolejną godzinę w autobusie, a gdy wreszcie dojedziesz do domu jedyną myślą, która przyjdzie Ci do głowy będzie to, że zmarnowałaś cały dzień. Ale kto wie, może się czegoś nauczysz? Ha ha, żartuję :-) Nie nauczysz się niczego, ten trud nie będzie miał żadnej wartości. Cóż, takie jest życie. Nieudane.

Pozdrawiam

Pan Profesor

PS Nie sądzisz, że metafora z dnem jest trochę oklepana?

10/15/2011

Moja korespondecja z Filmwebem

Filed under: korespondencja — antybohater @ 11:11

Jako jedyna strona internetowa nie działacie poprawnie. Nie było Was jeszcze na świecie kiedy zaczęłam korzystać z Opery, obecnie mam jej najnowszą aktualizację, wszystko mi działa – z wyjątkiem Filmwebu. Ucinacie mi jedna ósmą strony przez co mogę oceniać filmy najwyżej na trzy. Więc otwieram głupie IE żeby ocenić film – i co mówicie? Że jest za stare. Jasne że jest stare bo nie korzystam z niego od lat. I co, niby, bo nie umiecie zrobić małego portalu, ja mam mieć osobną przeglądarkę do Filmwebu? Poszukajcie sobie lepszych programistów. Kiedyś było lepiej, a teraz tylko Zmierzch i słabi informatycy. Informatycy oglądający Zmierzch. Też kiedyś robiłam strony, ale mi się rozpadały, więc zrezygnowałam i zajmuję się rzeczami które mi się nie rozpadają. Polecam Waszym programistom.

Nie pozdrawiam, nie mam czasu, muszę specjalnie dla Waszego portalu instalować jakąś inną przeglądarkę.

A.

10/10/2011

Moja korespondencja z PKP (2 i 3)

Filed under: korespondencja — antybohater @ 11:11

2.

Dzień dobry,

nie spałam całą noc, to znaczy nie spałam cały dzień, a potem całą noc, a potem pojechałam na chwilę do domu, sprawdziłam pociąg na stronie o pociągach czyli Waszej, a mając na myśli, że sprawdziłam pociąg mam na myśli, że sprawdziłam rozkład. Mam dowody, zrobiłam zdjęcia, pociąg miał być o siódmej z minutami. Pojechałam na Dworzec Zachodni (nie spałam całą noc), stanęłam w ogromnej kolejce po bilet jednej jedynej kasy na milion osób, i poprosiłam bilet do Wrocławia na 7:18. Pani, którą bardzo dobrze znam od pasa w górę, mówi, że nie ma takiego pociągu. To ja mówię: jak nie ma jak jest. A Pani mówi, że się skończył.
Co się okazało. To był 1 października, a z dniem 1 października ten pociąg po tamtych szynach przestaje jeździć czego dowiedziałam się w tamtym okienku z tamtą panią, a nie z Waszej strony. Bo strona nie została zaktualizowana. Bo po co. Przecież to drobiazg.
Oto moja propozycja. Postawcie wszystkich swoich pasażerów pod wielką, długą ścianą i ich roztrzelajcie.

Pozdrawiam
Adelajda Truścińska

3.

Dzień dobry,

ostatnio pisałam do Państwa, że nie udało mi się dojechać do Wrocławia i skarżyłam się, że umieszczacie na swojej stronie pociągi które nie istnieją. Jak już mówiłam, nie chowam długo urazy i nie pamiętam Waszych grzechów. Nie, nie piszę teraz, bo znowu coś nie tak, ale chcę uprzejmię poinformować, że 27 listopada Ruda ma urodziny (znacie Państwo Rudą?) i planuję u niej zjawić się już dzień wcześniej. I mam taką maluteńką prośbę, żeby tego dnia żaden pociąg do Wrocławia się nie spóźnił, no i przede wszystkim – żeby istniał.

Pozdrawiam
Adelajda Truścińska

10/05/2011

Korespondencja z ZTM (2)

Filed under: korespondencja — antybohater @ 11:11

Dnia 1 października około godziny 4:37 ucieszyłam się. Ucieszyłam się, że na pętli, tej koło dworca centralnego, stoi mój autobus nocny N13 (numer autobusu 4919). Daleko mieszkam, nie jest łatwo, zawsze lepiej jak autobus jest niżeli go nie ma. Niestety, z przodu autobusu było napisane, że to zjazd do zajezdni. Ponieważ prowadzę raczej regularny tryb życia i w związku z tym chodzę wcześnie spać nie za bardzo znam się na nocnej komunikacji.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że kierowca nie jest punktem informacyjnym i nie lubię kiedy pasażerowie zadają mu pytania na które odpowiedzi są w zasięgu ręki, ale, jak już wspomniałam, o połączeniach w nocy mam średnie pojęcie więc postanowiłam się dowiedzieć gdzie wcześniej wspomniana zajezdnia się znajduje.
Przybyłam pod okienko, zastukałam w szybkę, przywitałam się, przeprosiłam, ale widzę, że pan otwarcie mnie ignoruje. Miał zamknięte oczy, ale nie spał, bo jedno z nich na chwilę otworzył i widziałam, że mnie zauważył. Ze zrozumieniem powiedziałam, że też by mi się nie chciało rozmawiać, ale mam tylko jedno pytanie. Nadal zero reakcji. Myślę sobie, nie będę robić awantury, usiadłam niedaleko. Zobaczymy gdzie pojedzie, taka niespodzianka. Po chwili do kierowcy podchodzi chłopiec dwa na dwa i wali pieścią w tę samą szybkę, w którą ja z delikatnością nie tak dawno stukałam. Chłopiec drze się że chce wiedzieć gdzie autobus jedzie, pan kierowca drze się, że śpi, chłopiec drze się, że w pracy się nie śpi i pyta czy na Żerań FSO, kierowca odarływszy się spluwa przez ramię. Tak, jedzie na Żerań FSO, bo co? Tak właśnie było. Być może, jak to mężczyźni, jeszcze sobie bękneli pod nosem kilka razy, kto wie.
Teraz mam pytanie: czy to znaczy, że jeśli chcę uzyskać jakąś informację od Waszego kierowcy to muszę stać się na chwilę chamem i prostakiem? Zamiast dobry wieczór powiedzieć kurwa, a zamiast przepraszam no i chuj? Nie porozumiewam się tak na co dzień z ludźmi, ale jeśli przyniesie to jakieś rezultaty, to mogę spróbować. Będzie to dla mnie z pewnością ciekawa przygoda. Proszę mi poradzić jakich wulgaryzmów mam używać i jak najbardziej lubią być obrażani Państwa kierowcy.

Pozdrawiam
Adelajda Truścińska

10/01/2011

Korespondencja z ZTM (1)

Filed under: korespondencja — antybohater @ 11:11

1 czerwca 2011

Punkt ósma rano stoję sobie na przystanku co się nazywa Tarchomin. Stoję nań, bo o 9:00 mam egzamin, a nie dlatego, że lubię wcześnie wstawać i z wolna poruszać się do przodu w korku. Spoglądam na rozkład jazdy i myślę sobie: ocho!, za trzy minuty mam autobus! Czekam więc minut trzy na mój ulubiony 186. Rozmyślam ile to z nim mnie łączy. Najpierw jeździłam nim do babci – od pętli do pętli, przez całą Warszawę, niezliczoną ilość przystanków. Później do jednego liceum, później do drugiego, nieraz na dworzec zachodni, a teraz na tę uczelnię… Jestem wzruszona, a tymczasem mija minut dziesięć, a autobusu nie ma. Jak to jest z tym 186? Bo nie o to chodzi, że on się spóźnia albo że przyjeżdża za wcześnie. On po prostu jeździ jak chce. Oczywiście, po ponad dwudziestu minutach zrezygnowałam z czekania i poszłam do domu.

[...] Kiedyś było nawet zabawnie, bo jeździł nim często sobowtór Johnnego Deppa, ale z roku na rok jest coraz gorzej. Na przykład tam gdzie ja, lubił siadać też pewien niedorozwnięty chłopiec (dawno go nie widziałam. może do niego napiszemy?), latem jeździ sporo transwestytów, jest też kobieta z brodą (nota bene – moja sąsiadka) i oczywiście taki chłopak bezdomny co ze mną do gimnazjum chodził, a potem wstrzykiwał sobie marihuanę czy coś takiego. I tak sobie wszyscy razem jedziemy. Zupełnie nie według rozkładu. Pewnej zimy z Tarchomina do przystanku Dworzec Zachodni jechaliśmy 137 minut. Niektórzy zaczęli śpiewać. Naprawdę.

[...] Ci znajomi, którzy nie są z Warszawy śmieją się ze mnie, że jestem z Warszawy, a ci, którzy są z Warszawy – śmieją się ze mnie, że jestem z Tarchomina. Ogólnie nie jest mi lekko, cześć nie zawsze mi mówią. A żeby daleko nie szukać – rodzice też mi nie mówią. Ostatnio koleżanka zrobiła wyjście na piwo, wielkie wydarzenie na Facebooku, takie wow, i tylko mnie nie zaprosiła. To znaczy Rudej też nie zaprosiła, ale wiecie Państwo jak to jest z Rudą. [...]

09/20/2011

Moja korespondencja z PKP (1)

Filed under: korespondencja — antybohater @ 11:11

Proszę Państwa, pogodę mamy ostatnio piękną, myślę że nawet Kant by się tu ze mną zgodził. Piękna pogoda kojarzy mi się z morzem więc pomyślałam: czemu by nie? i sprawdziłam połączenia na Waszej stronie internetowej. Ja, za co serdecznie wszystkich przepraszam, jestem z Warszawy, nad morze jeżdżę najczęściej do Gdańska i Sopotu. Ku mojemu zmartwieniu okazało się, że pociąg Słoneczny, który ma najlepszy czas i cenę, jeździ tylko do 31 sierpnia. Ale się nie przejęłam, co nie. Zaczęłam rozglądać za innym, który dowiezie mnie bezpośrednio na miejsce. Zbyt dużego wyboru nie było, ale też nie można powiedzieć, że nie było żadnego. Znudzona już spędzaniem całych dni w przedziale, zdecydowałam się na ten, który jedzie najkrócej. Pech chciał, że był to Express. Najkrócej, czyli jedyne sześć godzin i dwadzieścia minut. Wiadomo, Express to trochę takie szaleństwo. Nie dość, że jedzie zazwyczaj zaledwie niecałe pół godziny krócej niż innego rodzaju pociąg, który nie jest tak szumnie nazwany (na przykład takie TLK – Tanie Linie Kolejowe; nie można im zarzucić, że tkwią gdzieś w polu po czterdzieści minut, bo ich zadanie to bycie tanim, a nie szybkim), to jeszcze trzeba wykupić miejscówkę i nawet nie można sobie wybrać gdzie i koło kogo chce się siedzieć. I na co mi taka miejscówka kiedy potem obok mnie jakiś buc w garniturze dłubie w nosie, a ja nie mogę nawet się przesiąść.
Zanim przejdę do sedna chciałabym jeszcze zaznaczyć, że ja zawsze Was broniłam. Mówiłam: ja często podróżuję pociągiem i nie jest tak źle, nie zawsze się spóźniają, są miejsca, tylko trzeba wiedzieć gdzie pójść i kiedy, itd. Naprawdę, przed tłumem, przed ponad trzydziestoma osobami, odpowiadałam o swoich przeżyciach z pewnością w głosie. A Wy…, tak jakby ktoś mi w twarz napluł.
Jadę. Jadę na Dworzec Wschodni z Tarchomina. Jakiś korek, jakiś wypadek, już tą jazdą autobusem jestem zmęczona, a przede mną jeszcze ponad sześć godzin z Wami. Kupuję bilet w baraku pomiędzy kałużą, robotnikiem, a bezdomnym psem. Jestem świetnie zorganizowana, mam jeszcze dziesięć minut, idę na peron. Dziesięć minut mija. Nic. Pociągu nie ma, nikt nic nie ogłasza. Mija dwadzieścia minut, trzydzieści… Idę na dół zaciągnąć informacji w punkcie Informacji. Mają przerwę. To znaczy, właściwie to przerwa już się skończyła, ale pani jeszcze nie wróciła, no cóż, zdarza się nawet najlepszym. Wracam na peron, bo może coś pomyliłam. W międzyczasie ogłaszają, że pociąg, którym miałam jechać, nie przyjechał (!), a po kolejnych dwóch minutach, że spóźni się czterdzieści minut i że może to ulec zmianie. I tak dalej, i tak dalej, wiecie jak jest.
Trochę się uparłam na to morze więc już pojechałam jak raczył się pojawić, ale tak sobie pomyślałam właśnie, że do Was napiszę. Nie gniewam się długo, szybko wybaczam, gdybym była katolikiem pewnie biliby mi brawo. Proszę jedynie o przeprosiny… A zresztą, pal licho, przeprosiny! Ja już prawie nic nie pamiętam, nie chcę wracać do przeszłości. Oddajcie mi tylko pieniądze, no bo bez przesady, za co ja płaciłam, chyba nie za stanie na peronie godzinę i siedzenie kolejne siedem na jakiejś pedalskiej miejscówce? 21,40 zł za bilet i 12,50 za miejscówkę. Podaję mój numer konta.

[...]

Pozdrawiam
Adelajda Truścińska

PS W razie czego mogę przesłać też skany moich biletów. Zachowałam je na wszelki wypadek.

A. T.

o co chodzi z Kantem

Theme: Silver is the New Black. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.